sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział drugi

Tak więc jest notka numer dwa. Odrobinę krótsza od poprzedniej. Nie wiem kiedy pojawi się kolejna, gdyż zbliżają się wakacje, muszę popoprawiać oceny....ale postaram się wyrobić w ciągu dwóch tygodni :)

- Wełniane skarpetki. - mruknęła zdyszana szesnastolatka, stając przed gargulcami prowadzącymi do gabinetu Dyrektora.
- Ohh, Panna Granger. Witam, proszę usiąść. - przywitał ją wesoło Dumbledore, proponując przy tym cytrynowego dropsa.
Dziewczyna usiadła w fotelu naprzeciw biurka, wpatrując się w czarodzieja wyczekującym wzrokiem. Ciekawość wypełniała każdą komórkę kruchego ciała, nie pozwalając myśleć o czymkolwiek innym. Imię Dracona odbijało się od ścian jej umysłu niczym bumerang.
- Zapewne ma pani wiele pytań...- zaczął mozolnie uśmiechając się delikatnie. - ...na które oczywiście odpowiem, jednak prosiłbym najpierw o wysłuchanie. Dowiedziałem się od Severusa,
że przypadkowo... – spojrzał na nią znacząco. - …usłyszała pani fragment rozmowy, której zdecydowanie nie powinna. Panno Granger musi pani zrozumieć, że dzieje się wiele rzeczy o których żaden z uczniów, z wyjątkiem Pana Malfoya nie ma pojęcia i wolałbym, aby tak pozostało. Są sprawy, które nie każdy byłby w stanie zrozumieć. Zapewne jest pani świadoma, że aktywowany został Zakon Feniksa, do którego obecnie należy Draco. Podobnie jak Severus jest szpiegiem, zatem obaj wykonują zarówno najbardziej niebezpieczną jak i pożyteczną pracę. Ten chłopak...zabłądził, ale każdy popełnia błędy, czyż nie? Ważne jest to, czy chce się je naprawić, a on chciał. Chciał tak bardzo, że nie byłem w stanie odmówić. Na ostatnim zebraniu zmuszony był dokonać morderstwa, by przypieczętować swoją całkowitą wierność i oddanie Czarnemu Panu. Pierwsza Avada...- westchnął głęboko, pocierając dłonią pomarszczone czoło. - ...to wielkie przeżycie, zwłaszcza dla tak młodego człowieka.
- Dyrektorze? - przerwała mu niepewnie dziewczyna. - Skąd możemy mieć pewność, że stoi po naszej stronie?
- Złożył wieczystą przysięgę, można mu ufać. - wytłumaczył Dumbledore. - Ale wracając do tematu. Skoro pani już zdaje sobie sprawę z całej sytuacji, która miała miejsce, jestem gotów wyjść z propozycją wstąpienia do Zakonu. Zanim wyrazi pani zgodę, proszę wszystko przemyśleć. Wstąpienie do Zakonu Feniksa, to coś więcej niż kilkugodzinne posiedzenia, polegające na planowaniu strategii. To czynny udział w wojnie, która zbliża się wielkimi krokami.
- Jestem inteligentną czarownicą. - podsumowała nieskromnie. - Wiem, na jakie ryzyko się narażam. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to dla mnie bezpieczne, jednak nie mogłabym odmówić. Chcę pomóc. - oświadczyła zdecydowanym głosem.
- Spodziewałem się takiej odpowiedzi. - odpowiedział staruszek unosząc kąciki warg ku górze. - W takim bądź razie proszę, aby zjawiła się pani w gabinecie profesor McGonagall jutro o 18;00. Stamtąd obie skierujecie się do Nory, używając sieci fiuu.  Mam również prośbę. Wolałabym, aby na razie Harry oraz Ronald pozostali w błogiej nieświadomości.
- Oczywiście. Będę na pewno i... dziękuję za taką możliwość. - powiedziała Gryfonka przechodząc przez próg drzwi.
- I jak było? Co chciała od ciebie McGonagall? - dobiegł ją głos rudego przyjaciela, gdy przechodziła przez pokój wspólny, zmierzając do dormitorium dziewcząt.
- Eee...prosiła mnie, abym pomogła pierwszakowi w zaklęciach. - wymyśliła na poczekaniu.
- Zagrasz? - spytał Wybraniec wskazując dłonią szachy.
- Wiesz...planowałam się dzisiaj wcześniej położyć, może jutro? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
Harry skinął głową. Już po kilku minutach zawzięcie rywalizował z Ronem, choć w głowie wciąż miał obraz brązowowłosej przyjaciółki. Wyczuł nutkę fałszywości w jej głosie i z niechęcią musiał przyznać, że zrobiło mu się przykro. Od kiedy to Hermiona ich okłamuje? Zawsze rozmawiali o wszystkim, w końcu byli jak rodzeństwo. 
                                                                     *****
Draco Malfoy zmierzał w stronę lochów. Za kilka minut odbędzie się Zebranie Zakonu, a on pojawia się za nich zawsze w towarzystwie ojca chrzestnego. Obecność profesora uspokajała go i trzymała w ryzach. Gdyby nie on, zapewne już kilkakrotnie wykrzyczałby Pani Weasley, że nie ma najmniejszej ochoty na jej paszteciki domowej roboty. Powiedziałby co myśli o 'bezgranicznej miłości', która jest tematem większości zebrań. Ślizgon nie wierzył w coś takiego. Nie wierzył w miłość. Dla niego istniało jedynie przywiązanie, które odczuwał w stosunku do kilku osób.
- Spóźnimy się. Ominie nas rozdanie cytrynowych dropsów. - parsknął Mistrz Eliksirów, gdy chłopak przekroczył próg jego gabinetu.
- No to na co czekamy? Może zdążymy na drugą kolejkę! - krzyknął, przesadnie udając podekscytowanie. Snape obdarzył go ironicznym uśmieszkiem i chwilę później razem wyszli z zielonych płomieni sieci fiuu, otrzepując się z resztek pyłu.
Wzrok chłopaka prześlizgnął się po zebranych, zatrzymując na Granger. Posłał w jej stronę niedowierzające spojrzenie i zajął miejsce na kanapie wraz z nauczycielem.
- Witam wszystkich. - zaczął przemowę Dumbledore. - Jak zdążyliście zapewne już zauważyć Panna Granger będzie uczestniczyła zarówno w dzisiejszym spotkaniu jak i kolejnych. W związku z pewną sytuacją, która miała ostatnio miejsce, postanowiłem zgodzić się na przyjęcie ten młodej damy do naszych szeregów.
- Ależ Albusie, to jeszcze dziecko! Proszę ci, nie rób tego. - Krzyczała błagalnym głosem Pani Weasley.
- Spokojnie Molly, wszystko jest pod kontrolą. Panna Granger doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia, a jednak już postanowiła. - próbował wytłumaczyć Dyrektor.
- Ona nie rozumie na co się porywa! - wciąż histeryzowała kobieta, a po jej policzkach zaczęły spływać strużki łez.
- Oczywiście, że rozumiem. - wtrąciła się Hermiona. - Chyba niejednokrotnie udowodniłam, że do głupich osób nie należę. Poradzę sobie.
Pani Weasley poddała się, widząc zdeterminowaną postawę Gryfonki. Artur podszedł do bliskiej załamania żony i uspokajająco objął ją ramieniem, co najwyraźniej poskutkowało, gdyż kobieta uśmiechnęła się blado.
- Dobrze, więc skoro możemy już zacząć, prosiłbym Pannę Granger o wstanie.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie i podeszła do starszego czarodzieja.
- Proszę położyć dłoń na sercu i powtarzać. Ja Hermiona Granger, przysięgam służyć na rzecz dobra, współpracować z członkami Zakonu oraz zrobić wszystko co w mej mocy, bo wojna zakończyła się pomyślnie. Okazywać odwagę, gdy tego wymaga sytuacja, jednak bez zbędnej próżności.
Szesnastolatka dumnie powtórzyła słowa obietnicy, ku wyraźnemu niezadowoleniu większości. Po zakończonym rytuale, poczuła jak niewidzialne macki oplatają jej umysł i serce, by po kilku sekundach odejść w zapomnienie. Nie kryjąc satysfakcji usiadła na wcześniej zajmowanym miejscu, z uwagą wsłuchując się w nowo powstałą konwersacją. Zebranie trwało nie dłużej niż godzinę, gdyż było czysto organizacyjne. Kolejne miało się odbyć dokładnie za tydzień, wtedy podobno Dyrektor będzie miał jakieś nowe informacje.
- Granger, czyżbyś się stęskniła? - usłyszała  Malfoya i odwróciła się gwałtowanie, napotykając wyraźne rozbawienie ślizgona.
- Za brzmieniem twojego głosu? Uwierz, nie. Za to ty za moim towarzystwem najwyraźniej tak. - odpowiedziała tym samym ironicznym tonem.
- Nie musisz opowiadać mi o swoich najskrytszych, niespełnionych marzeniach. Obejdzie się bez tego.
- Draco, Granger, za mną, - sprzeczkę przerwał Snape, gestem dłoni wskazujący kominek. Zmieszani nastolatkowie ruszyli za nim, całkowicie zapominając o wcześniejszej wymianie zdań.
- Wasz niezrównoważony emocjonalnie Dyrektor, wybrał was, abyście wykonywali pewną dodatkową pracę, a mianowicie będziecie mi pomagać...- wypluł to słowo niczym największe bluźnierstwo. - … w tworzeniu eliksirów. Nie zamierzam was niańczyć, więc nie liczcie na nic więcej, niż lista wywarów do przygotowania na dany tydzień. Nie będziecie pracować w lochach, gdyż mam wystarczająco dużo rozumu, by wam na to nie pozwolić. Tak więc potrzebne składniki i przyrządy znajdziecie w pokoju życzeń. Nie obchodzi mnie kiedy i jak dużo czasu będziecie spędzać na wykonaniem tych eliksirów. Mają być poprawnie wykonane i dostarczone do mnie w umówiony dzień. Czy wszystko jasne?
- Chyba się źle zrozumieliśmy. - z szoku pierwszy otrząsnął się chłopak. - Nie będę z nią pracował.
- Ależ oczywiście, że będziesz. Tu macie listę na pierwszy tydzień. Wszystkie fiolki mają stać na moim biurku w przyszły wtorek. - oznajmił Severus, ignorując ich oburzenie.
- Panie profesorze...to naprawdę zły pomysł. My..nie dogadujemy się, delikatnie mówiąc. - spróbowała swoich sił Hermiona.
- To nie ma znaczenia. Macie robić to, co wam zlecono. A teraz wynocha. - zakończył, z radością obserwując grymasy na twarzach zrozpaczonych uczniów.

środa, 29 maja 2013

Rozdział pierwszy

- Wyjdź. - warknął, odrywając wzrok od jej oczu. Wydawały mu mieszanką współczucia i zdziwienia. Nie wiedział, co się dzieje. Nigdy w życiu nie czuł się tak bezradny. Jakby wszystkie negatywne emocje jakie kiedykolwiek czuł, eksplodowały. Nie miał już siły udawać, że wszystko jest w porządku. Jego ciałem wstrząsały drgawki, a skórę pokryła gęsia skórka. Łzy strumykami spływały po bladych policzkach. Zauważył, że dziewczyna podchodzi bliżej. Krok po kroku. Na odległość metra wyczuwał jej niezdecydowanie. Po chwili usiadła. Ich ciała dzieliło zaledwie kilkadziesiąt centymetrów. Bała się wydać choć najcichszy dźwięk, więc po prostu patrzyła i czekała.
- Wyjdź. - powtórzył, już odrobinę pewniejszym głosem.
- Nie zostawię cię teraz samego. - odparła. Nienawidziła tego człowieka. Od pierwszego roku nauki obrażał ją i poniżał. Od zawsze robił wszystko, by uprzykrzyć życie Harry'emu, Ronowi i jej. Traktował ich jak zdrajców krwi, a teraz? Spoglądała na jego twarz. Na tą, którą widziała niemalże każdego dnia, którą zawsze ozdabiał charakterystyczny ironiczny uśmieszek i widziała coś więcej. Nie potrafiła tego sprecyzować, zdawała sobie sprawę, że potrzebuje pomocy. A ona nie zamierzała zniżać się do jego poziomu i potraktować go tak, jak on traktował ją.
- Nie wiesz...nie rozumiesz...nic...nic nie rozumiesz. - mówił, próbując powstrzymać kolejne napady szlochu.
- To mi wytłumacz.- poprosiła Gryfonka.
- Zabiłem...zabiłem ją.
- Kogo zabiłeś? - dopytywała się, chcąc w końcu uzyskać odpowiedź.
- Dziewczynkę. Była taka młoda...m-miała może osiem lat. Takie ładne długie, blond w-włosy, zaplecione w warkocz...i zielone oczy. N-nie chciałem...ja naprawdę nie chciałem. Tak bardzo żałuję... ona się uśmiechała. Uśmiechała się do m-mnie...a j-ja...ją zabiłem. - zakończył i przyciągnął kolana pod brodę.
- Chodź,chodź ze mną. - poprosiła i pomogła mu wstać. - Musimy iść do Dyrektora. On ci pomoże, zobaczysz. - powiedziała spokojnie, choć sama drżała ze zdenerwowania.
- N-nie...on wiedział. Wiedział, że będę musiał to zrobić. N-nie mogę...iść... - tłumaczył nieskładnie, jednocześnie wyrywając się z uścisku jej dłoni.
Kompletnie nie wiedziała, co myśleć. Nie miała najmniejszego pojęcia, o czym mówi.
- Miesiąc temu...- zaczął blondyn, ocierając ręką mokre policzki. - ..poszedłem do Dumbledore'a. Poprosiłem go o pomoc. - kontynuował i wyciągnął w jej stronę lewe przedramię, oznaczone Mrocznym Znakiem.
Hermiona wpatrywała się w nie niedowierzającym wzrokiem. Był śmierciożercą. Potworem.
- Wysłuchaj mnie. - rzekł i usiadł z powrotem na wcześniej zajmowanym miejscu.
Nie ufała mu teraz na tyle, by ponownie zmniejszyć dzielącą ich odległość. Stała więc, wpatrując się w niego zniecierpliwionym wzrokiem.
- Rozmawiałem z nim. Powiedziałem, że dłużej nie mogę... Nie chcę być taki jak oni, jak ojciec. Dyrektor zaproponował mi rolę szpiega. Mianował mnie członkiem Zakonu i dał szansę, na odpokutowanie....na naprawienie wszystkiego. Podobnie jak Snape, jestem po waszej stronie. Szpieguję...ale czasami...po prostu nie wytrzymuję. Na dzisiejszym spotkaniu śmierciożerców...kazał mi zabić, by przypieczętować moje wstąpienie w ich grono. Zabić....d-dziewczynkę. Miała na imię Emily. Uśmiechała się... - szeptał tak cicho, że musiała wytężać słuch, by cokolwiek zrozumieć.
W jej oczach zebrały się łzy. Zrozumiała. Teraz już wszystko zrozumiała. Ich nauczyciel eliksirów, był szpiegiem, śmierciożercą, podobnie jak Malfoy. Obydwoje narażali życie, by ich chronić. Chronić osoby, które nie są nawet dla nich ważne. Już od sześciu lat uczęszcza do Hogartu i nigdy nie zadała sobie tyle trudu, by zastanowić się nad tym, co musiał przeżywać ich nauczyciel na takich spotkaniach. Patrząc teraz na Dracona, wiedziała. Jak mogła być taką egoistką?
- Nie wiedziałam...ja...dziękuję.
- Za co, Granger? Za co?! Jestem mordercą. Zabiłem ją...
- Dziękuję Ci za to, że ochraniasz, podobnie jak Snape, mnie i moich bliskich. Ryzykujesz życie.
- Moja matka.... - ciągnął, jakby nie dosłyszał jej odpowiedzi. - ...ona tak bardzo mnie kocha. Zawsze powtarzała, żebym poszedł własną drogą. Widziałem zawód w jej oczach,kiedy dołączyłem do śmierciożerców, który tak bardzo kontrastował z dumą promieniującą od mojego ojca.
- W życiu popełniamy wiele błędów. Liczy się to, czy chcemy je naprawić.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak trudno jest spoglądać w oczy najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi na świecie i nie drżeć ze strachu. Jak trudno jest zabić niewinne dziecko.
Hermiona widząc stan w jakim się znalazł, zdecydowanym ruchem szarpnęła go za rękę, podnosząc do pionu. Złapała go za ramiona i zmusiła by spojrzał prosto w jej czekoladowe oczy.
- Posłuchaj mnie. Nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś dobrą osobą, która zgubiła drogę.
Niemal niezauważalnie skinął głową i odsunął się na odległość metra. Otarł rękawem mokre policzki.
- Wiesz co Malfoy? Jednak nie jesteś taki najgorszy. - podsumowała dziewczyna wesoło.
- Ty też jesteś znośna. - odpowiedział Ślizgon i uśmiechnął się blado. - Nigdy nie podejrzewałem, że przyjdzie mi rozmawiać dłużej niż kilka minut z chodzącą encyklopedią. Miłe doświadczenie. - kontynuował.
- To podobnie jak ja. Nigdy nie sądziłam, że będę w stanie przeprowadzić wymianę zdań z fretką. - odcięła się, uśmiechając ironicznie.
- Wracaj do dormitorium, Granger. Już późno. - skwitował i gestem dłoni wskazał drzwi.
- Hermiona. Mam na imię Hermiona. - poprawiła go.
- W takim razie kolorowych koszmarów...Hermiono. - powiedział sarkastycznie, dobitnie akcentując ostatnie słowo.
- I wzajemnie, Draco. - rzekła i wyszła z pomieszczenia.
Patrzył pustym wzrokiem na miejsce, w którym przed chwilą zniknęła. Po raz pierwszy od kilku tygodni naprawdę poczuł, że robi coś dobrego. Że to, co musi przechodzić, ma jakiś sens. I choć wciąż przed oczami pojawiała mu się twarz ośmioletniej dziewczynki, teraz wiedział, że tak po prostu musiało być. Wszystko dzieje się w jakimś celu.
Następnego dnia Hermiona przemierzała szkolne korytarze w towarzystwie przyjaciół, zmierzając na śniadanie do Wielkiej Sali. Nie rozmawiała z nimi o tym, co się wczoraj wydarzyło między nią a Malfoyem, bo wątpiła by Ślizgon sobie tego życzył. W pewnym stopniu zaufał jej i ona zamierzała to uszanować.
- Co mamy dzisiaj pierwsze? - spytał rudzielec, gdy usiedli do stołu.
- Historię Magii. - odpowiedział Wybraniec, nie kryjąc zawodu. Nie rozumiał, kto przy zdrowych zmysłach mógłby się tym zainteresować.
Szesnastolatka w najlepsze zajadała się płatkami kukurydzianymi, ignorując towarzyszy. Nagle do jej uszu dobiegł dźwięk trzepoczących skrzydeł. Spojrzała w górę i zobaczyła sowy trzymające w dziobach poranną pocztę. Zamyśliła się tak, że dopiero przeszywający ból dłoni sprowadził ją do rzeczywistości. Czarna, nieduża sówka położyła zwitek pergaminu tuż obok niej i była wyraźnie niezadowolona, że dziewczyna początkowo jej nie dostrzegła. W ramach przeprosin podarowała ptakowi kilka okruszków, który, teraz wyraźnie usatysfakcjonowany, odleciał. Sięgnęła po przesyłkę i o mało nie zakrztusiła się herbatą, czytając.
Hermiono, musimy się spotkać. Bądź dzisiaj o 18 w pokoju życzeń. Pomyśl o miejscu do napicia się zielonej herbaty.
D.M
- Co jest? - zagadnął Harry.
- Yyyy...n-nic. McGonagall chce mnie widzieć dzisiaj o 18 w swoim gabinecie. - skłamała, nie patrząc im w oczy i chowając wiadomość do torby.
- Dziwne, ciekawe o co może chodzić. - zastanawiał się Ron.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedziała i wstała, chcąc jak najszybciej odwrócić ich uwagę. - Chodźmy, bo się spóźnimy. - stwierdziła i szybkim krokiem ruszyła w stronę wyjścia, uprzednio zerkając przelotnie na stół Ślizgonów. Ich spojrzenia się skrzyżowały, a ona ledwo zauważalnie skinęła głową, wyrażając tym samym zgodę na spotkanie.
Lekcje dłużyły jej się niemiłosiernie. Chyba po raz pierwszy w życiu, chciała żeby jak najszybciej dobiegły końca. Starała się być aktywna, aby nie wzbudzać niczyich podejrzeń, jednak było to naprawdę trudne, biorąc pod uwagę, że jej myśli zajmował Malfoy. Po lekcjach skierowała się prosto do biblioteki. Do jedynego miejsca, w którym potrafiła zapomnieć o otaczającym ją świecie. Woń książek uderzyła w jej nozdrza, a ona uśmiechnęła się szeroko, powitawszy Panią Pince. Od razu ruszyła do swojego ulubionego miejsca w prawym rogu pomieszczenia. Jednym szybkim ruchem różdżki przywołała książkę dotyczącą transmutacji zaawansowanej i zabrała się za pisanie eseju. Kilka minut przed osiemnastą opuściła pomieszczenie i uprzednio rzucając na siebie zaklęcie kameleona, skierowała się w stronę pokoju życzeń. Gdy dotarła na miejsce ze skrzypem uchyliła duże mosiężne drzwi.
- Miło, że jesteś. - przywitał ją chłopak, na co ona odpowiedziała jedynie skinieniem głowy. - Na pewno domyślasz się, o czym chciałbym z tobą porozmawiać. Chodzi o to, że nasze wczorajsze spotkanie...ono, nie powinno mieć miejsca. - powiedział, a przez jej ciało przeszedł zimny dreszcz.
- Dlaczego? - spytała.
- Widzisz, rozmawiałem o tym z moim ojcem chrzestnym. Powiedział, że przez swoją głupotę będę miał teraz jedynie więcej problemów. Nie powinnaś usłyszeć niczego, co ci powiedziałem. To są tajne informacje Zakonu.
- Nikomu nie powiedziałam i nie zamierzam. - obiecała pewnym siebie głosem.
- Mówi prawdę. - dobiegł ją głos Mistrza Eliksirów tuż zza pleców. Podskoczyła i odwróciła się w stronę nauczyciela.
- Co Pan tu robi? - wykrztusiła, próbując uspokoić oddech.
- Jak już ci przekazał Dracon, opowiedział mi wszystko, co się wydarzyło. Musiałem przyjść i sprawdzić, czy można ci ufać, Granger.
Nagle zagotowało się w niej. Złość spłynęła na nią, wypełniając każdą komórkę ciała.
- JAK PAN MÓGŁ GRZEBAĆ W MOJEJ GŁOWIE?! - wybuchnęła, zapominając do kogo mówi.
- Uspokój się, Granger. Powinnaś się cieszyć. Początkowym planem było rzucenie na ciebie Obliviate. - powiedział i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia, zostawiając nastolatków samych.
- Granger, to nie są żarty. Masz to zachować dla siebie. - ostrzegł ją Ślizgon surowym tonem.
- Myślałam, że wczoraj zrezygnowaliśmy z Granger, Malfoy. - odpowiedziała, przesadnie akcentując ostatnie słowo.
Prychnął i rozsiadł się w wygodnym, skórzanym fotelu naprzeciw Gryfonki.
- Musisz mi wszystko wytłumaczyć. - zażądała, przeszywając go wzrokiem. - Proszę. - dodała, widząc jego zniesmaczoną minę.
- Nie mnie przypadł ten obowiązek. Dyrektor ma się tym zająć. Miałem ci przekazać, abyś zjawiła się w jego gabinecie dzisiaj o 18:30. A to znaczy, że jesteś spóźniona. - parsknął wesoło.
Gryfonka wyszła z pomieszczenia, uprzednio obrzucając go pogardliwym spojrzeniem, kierując się w stroną gabinetu Dumbledore'a.


Ta notka już dłuższa i myślę, że wcale nie gorsza.  Czytacie = komentujecie.
Pod ostatnim postem miałam sporo motywujących komentarzy, więc wklejam dalszą część historii. Nie mam pojęcia, kiedy ukarze się następna, gdyż moja beta ma teraz dużo nauki, a mało czasu :)

sobota, 25 maja 2013

Prolog

Szesnastoletnia Gryfonka przemierzała szkolne korytarze, wracając z biblioteki. Kudłate, kasztanowe włosy opadały jej swobodnie na ramiona i plecy. Czekoladowe oczy rozglądały się dookoła, a dłonie jak zawsze posiadały kleksy atramentu. Lewe ramię uginało się pod ciężarem torby wypełnionej po brzeg opasłymi, wielostronicowymi książkami. Nie powinno jej tu być. Cisza nocna zaczęła się kilka minut temu. Nawet perspektywa złamania regulaminu, nie była w stanie oderwać jej od ulubionej lektury, co było skutkiem chodzenia po nocach. Tak więc szła przed siebie, cicho i bezszelestnie, ukryta pod zaklęciem kameleona.
- ...to nie twoja wina... - usłyszała głos, dochodzący z pustej klasy, obok której właśnie przechodziła. Zaintrygowana podeszła bliżej i wymruczała zaklęcie podsłuchiwania.
- ...nic nie rozumiesz! Kompletnie nic! - krzyczał nie kto inny, jak Draco Malfoy. Tego głosu nie mogła pomylić z żadnym innym.
- Nie mogłeś postąpić inaczej. Przestań się nad sobą użalać.
Spięła się. rozpoznając drugi głos. Severus Snape. Podekscytowana przysunęła się bliżej drzwi, nie chcąc uronić żadnego słowa. Wiedziała, że to nie w porządku. Nie powinno ją obchodzić życie osobiste tych dwojga, jednak z natury była osobą ciekawską, co w tej sytuacji zupełnie nie pomagało.
- Do jasnej cholery, ja ją zabiłem!!! ZABIŁEM!!! - rozległ się wrzask, przerywany niekontrolowanym szlochem.
- To był twój obowiązek wobec Zakonu. Nie miałeś wyjścia.
Usłyszała kroki i odskoczyła. Chwilę później zza drzwi wyłoniła się twarz Mistrza Eliksirów. Rozejrzał się, a Hermionie stanęło serce, gdy jego wzrok zawisł na miejscu w którym stała. On jednak tylko potrząsnął głową, jakby odganiał od siebie złe myśli i ruszył szybkim krokiem w przeciwnym kierunku, powiewając czarnymi szatami. Stała wciąż w miejscu, nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu. W jej głowie kłębiło się tysiące pytań. Malfoy jest członkiem Zakonu? Kogo zabił? Czemu rozmawiał o tym ze Snape'em? Odpowiedzi na nie, mogła uzyskać jedynie przez rozmowę z wyżej wymienionym chłopakiem. Wciąż mogła usłyszeć tłumiony płacz, dochodzący z sali. Czuła, że oddech jej przyspiesza i staje się nieregularny, a ręce trzęsą się ze zdenerwowania. Wzięła kilka głębokich wdechów, zdjęła zaklęcie kameleona i pewnym krokiem weszła do pomieszczenia. Jej oczom ukazał się Draco Malfoy, prefekt naczelny Slytherinu, który łkał. Łkał jak małe dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę. Siedział na zimnej posadzce, z nogami wyciągniętymi przed siebie i twarzą ukrytą w dłoniach. Jego rozczochrane, blond włosy połyskiwały, oświetlane przez blade światło księżyca. Biała, wygnieciona koszula była rozpięta, a rękawy podwinięte za łokcie. W momencie, gdy Hermiona zrobiła pierwszy krok w jego stronę, on poniósł głowę, najwyraźniej wyczuwając czyjąś obecność. Niebieskie oczy, koloru wzburzonego oceanu napotkały te barwy gorzkiej czekolady.

Wiem, że nie za długi, ale moim zdaniem taki właśnie powinien być. Mam nadzieję, że choć trochę was zaciekawiłam i zachęciłam do dalszego czytania. Pierwszy rozdział pojawi się prawdopodobnie za kilka dni.
EDIT: Rozdział zbetowany :)
/ zuuiko o

Followers

INFORMACJA